22 stycznia 1945 r. Armia Czerwona zajęła broniony przez Niemców Olsztyn. Było to pierwsze większe miasto zdobyte w ofensywie wschodniopruskiej. Od tego czasu za sprawą rządów komunistów powstało w Olsztynie wiele śladów po tym wydarzeniu – pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej („Szubienice”), czy ulice – 22 stycznia, Wyzwolenia. W Olsztynie znajduje się także cmentarz wojskowy na którym pochowano ok. 4 tys. radzieckich żołnierzy, ale nie tylko. Spoczywa tam też 290 żołnierzy polskich i żołnierze francuscy. Członkowie Stowarzyszenia Młoda Prawica w województwie Warmińsko-mazurskim w rocznicę tych wydarzeń złożyli kwiaty i oddali hołd polskim żołnierzom poległym w walkach o Olsztyn, w kwaterze cmentarza wojskowego w Olsztynie.

Zdjęcie użytkownika Młoda Prawica Warmińsko-Mazurskie.

Ofensywa wschodniopruska

Rok 1944. Związek Radziecki i III Rzesza są w stanie wojny. W obszarze Niemiec znajdują się Prusy Wschodnie – od Kłajpedy po Płock. Wkroczenie na to terytorium Armii Radzieckiej znaczyło wejście do Niemiec. W październiku 1944 zajęte zostały rejony Wielkich Jezior Mazurskich – zostały tam przełamane jednostki niemieckie. Sowieci musieli jednakże szybko się stamtąd ewakuować – Niemcy przeprowadzili kontratak, póki co skutecznie broniąc Prus Wschodnich, bramy do całej Rzeszy.

Nie trwało to jednak długo. Mimo ciągłych komunikatów propagandowych w prasie o gotowości niemieckiej armii, Niemców bardzo zszokowało wejście Armii Radzieckiej. Adolf Hitler, przebywający w Wilczym Szańcu pod Kętrzynem miał powiedzieć „Prusy Wschodnie dopóty będą trzymane, dopóki ja tam będę przebywał”. Po czym odjechał do Berlina 20 listopada 1944 r. Na stanowisku pozostawił Ericha Kocha – ślepo oddanego komisarza obrony Prus Wschodnich. Podobnie oddany Hitlerowi był nadburmistrz Olsztyna – Fritz Schiedat.

Potężna ofensywa Armii Czerwonej rozpoczęła się już 12 stycznia 1945 r. Rozciągała się ona od Bałtyku po Karpaty i brało w niej udział 180 dywizji. Prusy Wschodnie były niezwykle istotnym elementem tego wielkiego planu, a Olsztyn – ośrodkiem o dużym znaczeniu militarnym. Niemcy spodziewali się natarcia głównie ze wschodu, zostali jednakże zaskoczeni od południa. Do natarcia w stronę Olsztyna przygotowano przede wszystkim 3. Korpus Kawalerii Gwardii dowodzony przez gen. Nikołaja Oslikowskiego. W operacji styczniowej w Prusach Wschodnich ważne jest również nazwisko gen. armii Iwana Czerniachowskiego, dowódcy 3. Frontu Białoruskiego.

Korpus Oslikowskiego miał znaleźć się 9 stycznia w rejonie miejscowości Różan (pomiędzy Pułtuskiem a Ostrołęką, na południowy wschód od Olsztyna). 14 stycznia w stronę Olsztyna skierowano brygadę ciężkich czołgów, przed nią oddział, który miał rozbić główne siły armii niemieckiej. Rozkaz uderzenia na Olsztyn dostał Oslikowski 17 stycznia 1945 od dowódcy 2. Frontu Białoruskiego marszałka Konstantego Rokossowskiego. 3. Korpus ruszył tak szybko, że dochodziło do tego, że z powodu opóźnionych danych nawigacyjnych, radzieckie lotnictwo zrzucało bomby na swoje oddziały goniące za Wermachtem. W ciągu kolejnych dni Oslikowski dostał rozkaz bojowy – Olsztyn ma być zdobyty nie później niż 22 stycznia 1945.

Było to bardzo trudne, gdyż rejony, z których trzeba było ruszyć były bardzo dobrze przygotowane do obrony przez Niemców (a przynajmniej tak się zdawało Sowietom). Liczne miny potykowe i pola minowe skazywały korpus na duże straty. Kawalerzyści Oslikowskiego znaleźli jednak miejscowego Polaka o nazwisku Przybyszewski (to tyle, co o nim wiemy), który poprowadził Sowietów w stronę Olsztyna z ominięciem ośrodków niemieckich. 3. Korpus Kawalerii Gwardii stale posuwał się szybko naprzód równolegle do 48. armii, która dostała ten sam rozkaz. 21 stycznia byli już praktycznie pod Olsztynem. Część 48. armii, 96. pułk pancerny dogonił korpus Oslikowskiego który był dzięki temu bardzo wzmocniony.

Jak wynika z relacji ówczesnych mieszkańców i żołnierzy, Sowieci byli w Olsztynie już o 22:00 21 stycznia 1945. To wtedy poleciały pierwsze pociski. Przed północą Rosjanie byli w śródmieściu. To trochę odmienna relacja niż ta, którą prezentują rozkazy dowództwa korpusu – wg nich Armia Czerwona znalazła się pod Olsztynem około północy a o 1:00 planowane było rozpoczęcie natarcia – chciano uzyskać przewagę przez zaskoczenie. Upraszczając – natarcie składało się z dwóch rzutów: pierwszy był zwiadowczy i mały, polegał na rozpoznaniu sytuacji. Jednakże wobec bardzo słabej obrony Niemców wystarczył do przejęcia Olsztyna. Drugi rzut, znacznie większy, wyczyścił kompletnie miasto z wroga.

Gotowość Niemców

Co do obywateli Olsztyna – nie łatwo odpowiedzieć na pytanie, jaki był ich stosunek do Sowietów. Po pierwsze, jesteśmy pewni, że byli na pewno niedoinformowani. Obywatele Prus Wschodnich żyli z reguły poza wielką polityką a ich realia były kształtowane tylko przez to, co się działo wokół nich. Mieli więc bardzo różne wyobrażenia na temat Armii Czerwonej. Składał się na to drugi element, jakim była niemiecka propaganda siana przez prasę i komunikaty radiowe. Mówiono bardzo dużo o przygotowaniu wojsk niemieckich przeciwko Sowietom. Chciano uspokoić panikę, jaką wywołało w obywatelach wkroczenie Armii Radzieckiej do Prus Wschodnich. Po trzecie, część mieszkańców pamiętała czasy wojny w 1914, gdy Rosjanie wkroczywszy do Olsztyna zachowywali się tak, że ani miasto ani jego mieszkańcy nie ucierpieli. Olsztynianie mogli nie zdawać sobie sprawy jak bardzo II Wojna Światowa różni się w okrucieństwach od I. Tym bardziej, że byli oni ogłupiani przez niemiecką propagandę. W styczniu zaciągano obywateli do pomocy w tworzeniu wałów obronnych, okopów, sieci z drutu kolczastego i pól minowych. Ostatnie nadzieje pokładano w pospolitym ruszeniu (Volkssturm), przyniosło to jednak mizerne skutki.

Nie łudźmy się jednak – przygotowania te były bardzo chaotyczne i to dlatego nie spełniły swoich rezultatów. Winić tu należy czas, zwyczajnie było go za mało. Doszło do tego, że zajmowano się łapaniem i rozstrzeliwaniem dezerterów (np. w lesie w Dywitach, na lotnisku w Dajtkach) zamiast tworzeniem fortyfikacji obronnych. Dość silne punkty oporu zostały zorganizowane na Zatorzu w lesie miejskim, jednakże zdecydowanie za późno. Zaś radziecki wywiad przedstawił Oslikowskiemu rewelacje, jakoby Niemcy byli wybitnie przygotowani do długotrwałej walki i że  część domów została przekształcona w stanowiska ogniowe. Z jednej strony więc spodziewano się słabego ataku, a z drugiej bardzo silnej obrony. Zaskoczenie było obopólne.

Do osłabienia sił niemieckich i to nawet w decydującym stopniu przyczynił się osobisty rozkaz Hitlera wydany 15 stycznia 1945 r. o przeniesieniu większości sił Prus Wschodnich do okolic Piotrkowa Trybunalskiego. Pierwsza ingerencja wodza III Rzeszy w kampanię na froncie wschodnim to decyzja bardzo nierozważna. Po pierwsze – Prusy Wschodnie zostały tak naprawdę z niczym, a po drugie – transport do Łodzi i Piotrkowa Trybunalskiego nie zdąży przed Rosjanami. Wysłany Korpus Pancerny „Grossdeutschland” stał się przez decyzję Fuhrera bezużyteczny.

Ewakuacja Olsztyna

Mimo, że już 19 stycznia 1945 losy Olsztyna były przesądzone (wtedy zaczęły się naloty bombowe m.in. na dworzec i Zatorze), z Królewca z komisariatu obrony Prus Wschodnich dotarła informacja, że o żadnej ewakuacji nie może być mowy. Naturalnie część mieszkańców zdawała sobie sprawę co się dzieje, więc uciekali oni na własną rękę co nie tylko było niebezpieczne ze względu na fortyfikacje obronne, ale także było przez Niemców karane:

„Są rozsiewane plotki, że Rosjanie znajdują się już w podolsztyńskich lasach. Nie jest to zgodne z prawdą. Nasze oddziały odparły Rosjan i przepędziły ich poza granice Rzeszy. Nie istnieje żadne niebezpieczeństwo. Komisarz i gauleiter Koch wydał w związku z tym następujące zarządzenie: Kto opuści swój dom i przez to wznieci zamieszki, zostanie ukarany śmiercią.”

Sytuacja zmieniała się właściwie z godziny na godzinę. Administracja Olsztyna została uświadomiona, że miasto jest w beznadziejnej sytuacji, toteż sam Fritz Schiedat mimo płomienistych przemówień w radiu, że „Olsztyn będzie broniony do końca”, ewakuował się już 19 stycznia. Warto przy tej okazji odpowiedzieć na ważne pytanie – kto odpowiada za tę chaotyczną ewakuację ludności, w wyniku której wielu zginęło? Odpowiedź jest złożona, lecz w niej znajdą się na pewno trzy nazwiska: są to komisarz obrony Prus Wschodnich Erich Koch, który od dawna wiedząc o straconych szansach na Olsztyn nadal zabraniał ewakuacji, wspomniany nadburmistrz Fritz Schiedat, który mamił resztki obywateli frazesami o obronie miasta oraz niewspominany tutaj do teraz komendant wojenny Olsztyna Paul Gerhardt, który zdawał sobie sprawę z beznadziejności sytuacji i nie podjął żadnych działań. Niemcy zachowali się najgorzej jak tylko mogli – jak kapitan który jako pierwszy ewakuuje się z tonącego statku.

Oficjalne zarządzenie o ewakuacji zostało wydane dopiero 21 stycznia 1945 po południu. 28 pociągów ewakuacyjnych miało stać na Dworcu Głównym, gdzie Olsztynianie byli zobowiązani się stawić. Wiele tych pociągów ewakuacyjnych nie zdążyło wyruszyć przed przybyciem Sowietów. W szczegółach znana jest historia przynajmniej jednego. Czerwonoarmiści nie wiedzieli co zrobić z prawie tysiącem bezbronnych ludzi, więc pozostawiono ich bez nadzoru. Kilku kolejarzy niemieckich wykorzystało to i pociąg został wyprowadzony z Olsztyna. W chwili wkroczenia Sowietów do miasta liczbę mieszkańców, którzy zostali w mieście szacuje się ostrożnie na 10-15 tysięcy.

Personel szpitali był ewakuowany najpóźniej. Szpital psychiatryczny w Kortowie pierwszy otrzymał rozkaz ewakuacji części pensjonariuszy – 19 stycznia 1945, a to ze względu na zwolnienie miejsc, by przekształcić szpital w lazaret dla rannych żołnierzy. Marsz pacjentów ze szpitala kortowskiego na dworzec główny był bardzo wycieńczający – większość z 500 osób miała tylko letnie ubrania, niektórzy byli prowadzeni boso w siarczystym mrozie minus 25 stopni, bowiem nikt nie przejmował się o ich losy. (Szpital kortowski był miejscem realizowania akcji T-4 polegającej na „czyszczeniu populacji niemieckiej z osób chorych psychicznie” – odbywały się tam masowe eutanazje na nieświadomych często pacjentach.) Pensjonariusze zostali umieszczeni w pociągu, który odjechał w kierunku zachodnim. Docelowym ich miejscem miał być zakład psychiatryczny w Prabutach, jednak tam nigdy nie dotarli. Ślad pociągu po prostu się urywa. Według relacji kolejarzy pacjenci zostali odwiezieni do Naterek, a tam rozstrzelani przez Niemców w lesie i pogrzebani w zbiorowej mogile.

Dworzec został szybko przejęty przez Czerwonoarmistów. Dotarli oni, jak twierdzi Oslikowski, do wielu niemieckich transportów, choć zachowane dokumenty mówią tylko o jednym. Większość niemieckich żołnierzy Sowieci zamordowali w rozbrojonych wagonach. W tym czasie mieli już ogromną przewagę i po prostu przeczesywali cały Olsztyn w poszukiwaniu niemieckich niedobitków.

Salwy w Moskwie i walki pod Olsztynem

22 stycznia 1945 r. do Moskwy dotarło sprawozdanie, w którym podano, że do godziny 20:00 tego dnia miasto Allenstein zostało w całości oczyszczone przez nieprzyjaciela, obsadzone i umocnione stanowiskami bojowymi w promieniu 10 km od centrum. Sytuacja dla Rosjan wciąż nie pozostawała pewna – mimo że o odbiciu miasta nie było mowy, to 23 stycznia nadal było zagrożone odwetami niemieckimi. Olsztyn był pierwszym na terenie Prus Wschodnich miastem zajętym przez Sowietów. W Moskwie tę informację przyjęto z przesadną radością – na osobisty rozkaz Naczelnego Dowódcy Związku Radzieckiego Józefa Stalina 21 stycznia 1945 o godzinie 21:00 oddano w Moskwie dwadzieścia salw armatnich z dwustu dwudziestu czterech dział.

Już pierwszego dnia pobytu w Olsztynie Sowieci zajmowali się rozlokowaniem służb, które odpowiadałyby za artykuły pierwszej potrzeby, wykorzystano do tego dobrze zaopatrzone niemieckie magazyny żywnościowe. 23 stycznia 1945 nadeszła spodziewana odsiecz Wermachtu (20 czołgów, batalion piechoty) od strony Gutkowa, walki tego dnia były ostre. W wyniku przeczesania przez czerwonoarmistów tych terenów zginęło ok. 30 cywili. Można tylko sobie wyobrazić, jakim horrorem było oczekiwanie na Rosjan, którzy nie byli na swojej ziemi, więc uważali, że mogli z nią robić co chcieli. Nikt w tej sytuacji nie był bezpieczny, a historii znane są opisy brutalnych gwałtów i morderstw jakich dopuszczali się żołnierze Armii Radzieckiej na bezbronnych, niewinnych ludziach. Tego dnia walki przebiegały też na innych przedpolach Olsztyna, ostatecznie jednak Niemcy zostali wyparli w stronę Różnowa i daleko na północ. Straty w tym dniu w stosunku Sowietów do Niemców wynosiły 1:35.

„Wyzwolenie”?

Jak to było już wspomniane, Rosjanie sądzili, że po przekroczeniu granicy mogą robić co tylko chcą. Nienawiść do Niemców zaszczepiano w nich, gdzie się tylko dało, na specjalnym wiecu dowództwo niższego szczebla było „uświadamiane” przez oficerów o niemieckich zbrodniach, w związku z czym nawoływano do krwawej zemsty: „Riezat Giermancow!” – wołano. Rosjanie chodzili z domu do domu, grabili, gwałcili, rozstrzeliwali mieszkańców i podpalali domostwa. Zniszczono dokładnie 36% zabudowy miasta. Przytaczanie szczegółów tych dantejskich scen jest w tej sytuacji po prostu niestosowne.

Wszystkich podejrzanych o przynależność do Volkssturmu (pospolitego ruszenia) przesłuchiwano godzinami i torturowano w piwnicach szybko urządzonych na terenie całego miasta placówek NKWD, innych rozstrzeliwano. Eksterminacja skoncentrowała się po prostu na tym, kto został. Nikt z Rosjan nie patrzył na rzeczywiste związki z Niemcami. Młodzi Olsztynianie byli zatrzymywani a następnie wywożeni w głąb Związku Radzieckiego do obozów pracy. Po zaledwie miesiącu pięć kolumn po dwieście osób zostało wyprowadzonych z Olsztyna w kierunku Ciechanowa, gdzie mieli zostać dalej pokierowani na Sybir. Podczas tych pieszych marszów bardzo wielu poniosło śmierć z wycieńczenia. Niektórzy byli jednak wywożeni w okolice, gdzie tworzyli tzw. bataliony robocze, które zajmowały się załadunkiem i gromadzeniem łupów wojennych, i wywózką ich do Rosji. W kontekście okrucieństw Sowietów trzeba jeszcze koniecznie wspomnieć o wydarzeniach w Kortowie.

Rzeź Kortowa

Od 1886 w Kortowie funkcjonował Prowincjonalny Zakład Leczniczo-Opiekuńczy dla Psychicznie Chorych w Kortau. Był to jeden z największych, bo ciągle rozwijanych zakładów w Niemczech. Przed wybuchem II Wojny Światowej hospitalizowana tam ok. 1,5 tys. chorych, lecz po rozpoczęciu akcji T-4, która polegała na masowych mordach osób chorych psychicznie i niepełnosprawnych w obrębie III Rzeszy, zakład liczył już około 600 osób. Z czasem powstał tam także lazaret wojenny. 21 stycznia 1945 r. wieczorem w zakładzie przebywali tylko ci najbardziej chorzy i ranni żołnierze niemieccy. Łączna ich ilość to około 240 osób. Dyrektor szpitala Kurt Hauptmann apelował u generała Gerhardta o ewakuacje w bezpieczne miejsce całości zakładu i lazaretu, jednak na to zezwolono tylko, gdy będzie pewne, że Rosjanie są w Olsztynie. To zdecydowanie za późno i nikogo przez to nie dało się uratować.

Jak wynika z dokumentów wojennych w nocy z 21 na 22 stycznia 1945 r. Kortowo zostało opanowane przez 24. pułk kawalerii pod dowództwem podpułkownika Pietiera Fiodorowicza Tkaczenki. To ten rezerwowy pułk otrzymał rozkaz opanowania i oczyszczenia Starego Dworu i Kortowa. Sowieci wkroczyli tam z ogromnym impetem natychmiast podpalając i grabiąc budynki, i mordując każdego, kogo tylko zobaczyli. Wielu pacjentów palono miotaczami ognia, zabijano na łóżkach, gromadzono w grupach i rozstrzeliwano. Uciec udało się tylko jednostkom – to oni później przekazali relacje z tych wydarzeń. Po tych dwóch dniach rzezi pola były zapełnione ludzkimi zwłokami, do czasu aż Sowieci nie zaczęli zacierać śladów zbrodni. Wszyscy zostali pochowani w zbiorowych mogiłach. W Kortowie dokonywano wielokrotnie ekshumacji ale największa i najbardziej formalna miała miejsce w roku 1955.

Personel medyczny podzielił los podobny do niewinnych pacjentów, uchodźców, matek i dzieci. Dyrektor szpitala Kurt Hauptmann i jego żona zostali znalezieni w ich willi przy Warszawskiej 107 i rozstrzelani, pozostali lekarze zostali tam powieszeni na poddaszu. Spoczęli w pobliskiej zbiorowej mogile. Ciała dyrektora i jego żony nadal nie znaleziono, najprawdopodobniej nadal spoczywają w okolicy Warszawskiej 107.

Problem upamiętnienia.

Po wojnie, komuniści, którzy objęli władzę w Polsce wznosili Czerwonoarmistów na piedestał. Powstało wiele pomników i tablic wdzięczności dla Armii Czerwonej, wyzwolenia Ziemi Warmińsko-Mazurskiej. Niektórym ulicom zostały nadane nazwy odnoszące się do tych wydarzeń „Wyzwolenia”, „22-ego stycznia” (to najjaskrawsze przykłady, bo te ulice mają takie nazwy do dziś). Najsłynniejszy stoi w centrum Olsztyna po dziś dzień (na placu Xawerego Dunikowskiego, jego autora. Kiedyś ten „plac Armii Czerwonej”) i wywołuje liczne kontrowersje tym, że niejako hołduje ludzi, którzy mordowali każdego, kto tutaj żył. Olsztynianie podzielili się przez to na trzy grupy – pierwsza uważa, że to jest dzieło sztuki i powinno tutaj stać, druga jest za zlikwidowaniem lub przeniesieniem w miejsce niepubliczne tego pomnika, trzeciej nie robi to różnicy. Lecz wszystkie grupy są zgodne co do jednego – plac przy pomniku powinien być przerobiony. Nie może być tak, że na placu jest urządzony „tymczasowy” parking. Przez to nie nadajemy monumentowi żadnej treści i żadnego kontekstu. Po prostu stoi – i nadal hołduje Armię Czerwoną. Gdyby zaś tam zrobić plac, na którym znalazłyby się informacje historyczne, który byłby miejscem pamięci, ludzie byliby świadomi tego, czym ten pomnik jest.

Ogólnie można odnieść wrażenie, że ta część historii naszego miasta została zaniedbana – a wręcz porzucona. W Kortowie jedynym śladem, który wspomina o jego rzezi jest skromny pomnik poświęcony wszystkim ofiarom. Ani śladu po akcji T-4, ani śladu po szpitalu Kortau, ani śladu po poczynaniach Czerwonoarmistów. Z tego powodu część mieszkańców, szczególnie tych młodszych nie jest w ogóle świadoma tragedii, jakie się tu działy. Zamiast tego wolimy urządzać na „Szubienicach” koncert sylwestrowy. Przecież tak jest łatwiej. Z kolei na cmentarzu wojennym przy ulicy I Dywizji, kwatera żołnierzy polskich stoi pusta i zaniedbana. Dlatego zdecydowaliśmy się o tych żołnierzach a także o tamtych strasznych dla Olsztyna dniach przypomnieć.

Michał Woźnica

Bibliografia

  • Achremczyk Stanisław, Ogrodziński Władysław, Olsztyn 1353-2003. Praca zbiorowa, Olsztyn 2003, Ośrodek Badań Naukowych i Towarzystwo Naukowe im. Wojciecha Kętrzyńskiego.
  • Browiński Czesław, Olsztyn 1945-1950, Olsztyn 1974, „Pojezierze”.
  • Gieszczyński Witold, Armia Sowiecka na Warmii i Mazurach w latach 1945-1948 : szkic do monografii, „Zeszyty Ostrołęckiego Towarzystwa Naukowego“, R. 27 2013, s. 59–75.
  • Łukaszewicz Bohdan, 1945-1985 zapis czterdziestolecia, Olsztyn 1987, „Pojezierze”; Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne „Pojezierze”.
  • Piechocki Stanisław, Czyściec zwany Kortau, Olsztyn 1993, Książnica Polska.
  • Piechocki Stanisław, Olsztyn styczeń 1945. Portret miasta, Olsztyn 2000, Ośrodek Badań Naukowych im Wojciecha Kętrzyńskiego.
  • Wakar Andrzej, Dzieje miasta, Olsztyn 1997, „Radio Wa-Ma”.